O pokutujących duchach i smutnych losach rodziny von Treskow z Bolechowa

Dawniej po okolicznych wsiach krążyły najróżniejsze opowieści o duchach, demonach czy innych nadprzyrodzonych zjawiskach. Mroczne i odludne zakątki, lasy, mokradła pobudzały wyobraźnię – szczególnie w nocy, gdy przerażające mogło być każde skrzypienie gałęzi czy mocniejszy podmuch wiatru. W długie zimowe wieczory zaś opowiadano sobie różne historie, okraszając je często odpowiednią dawką dramatyzmu. W ten sposób wspomnienia z nocnych wędrówek stawały się prawdziwymi opowieściami z dreszczykiem, które krążąc wśród małej społeczności zmieniały się i wzbogacały o kolejne wątki.

Tajemnicze zjawiska łączono często z wydarzeniami i postaciami znanymi z codziennego życia czy rodzinnych opowieści. Na przykład, po śmierci niezbyt lubianego właściciela ziemskiego, nierzadko krążyły historie o tym, że nocami pokutuje on jako duch. Złe uczynki bowiem miały sprawić, że nie mógł zaznać spokoju w grobie.

Takie właśnie opowieści snuli mieszkańcy gminy na temat Ottona von Treskow. Miał on pokazywać się w lesie, w powozie lub na czarnym koniu, z którego pyska buchały płomienie. Czasem zjawie towarzyszył pies, widać było też migoczące światełka. Słychać było też głośny tupot i przeraźliwe rżenie.

Bezimienny jeździec na czarnym koniu miał ukazywać się także nocami na skrzyżowaniu dróg między Annowem i Miękówkiem. Możliwe, że chodziło o tę samą zjawę. Opowiadania te nawiązują do popularnego w Wielkopolsce motywu tzw. dzikiego myśliwego (lub dzikiego polowania). Nazwą tą określano zjawy jadące na czarnych koniach lub powozami, często z towarzyszącymi im czarnymi psami. Pędziły przez nocne niebo wśród gromów i przeraźliwych dźwięków, a ich pojawienie się zwiastowało katastrofę lub śmierć osoby, która je ujrzała.

Ukazywanie się przerażającej zjawy tłumaczono na różne sposoby. Dawny właściciel ziemski oskarżany był np. o bycie masonem, jako odstępca od wiary nie mógł więc zaznać spokoju po śmierci. Według relacji jednego z mieszkańców (ur. w 1899 r.): „Jeden z właścicieli dóbr (rozbiory Polski) von Treskow sprzedał majątek w Bolechowie. Z rozpaczy powiesił się i pokutując straszył po lasach naszych”. Nie chodzi tu zapewne o Ottona, tylko o Richarda Heinricha (wnuka Ottona Sigmunda), gdyż to on sprzedał Bolechowo w 1872 r. Nie ma żadnych informacji, aby miał popełnić samobójstwo, ale ze sprzedażą majątku związana jest inna tragiczna historia.

Richard był żonaty z Amalią Marią von Massenbach. Małżonkom urodziło się kilkoro dzieci. Amalia jednak zmarła przy ostatnim porodzie, a najmłodsze dziecko również umarło wkrótce po narodzinach. Po jakimś czasie Richard stracił też dwójkę starszych dzieci (ich śmierć miała nastąpić tego samego dnia). Wskutek tych tragicznych wydarzeń zrozpaczony ziemianin zdecydował się sprzedać majątek w Bolechowie i opuścić Wielkopolskę. Zamieszkał w majątku Kunnensdorf pod Jelenią Górą. Bolechowo zostało przejęte przez Paulinga, od którego potem kupił je Zygmunt Szułdrzyński.

Być to właśnie może smutne koleje losu Richarda i jego rodziny stały się podstawą opowieści o duchu dawnego właściciela ziemskiego. Dziś już pewnie się tego nie dowiemy, gdyż podania mają to do siebie, że żyją własnym życiem – choć często osnute są wokół prawdziwych historii.

Joanna Hajdrych

Źródła:

  • Archiwum Gminnej Biblioteki Publicznej im. Zofii Poznańskiej w Czerwonaku
  • Olga Krause-Matelska, Wojciech Matelski, „O czym szumią kasztany”, I Wiesz Więcej – Biuletyn Informacyjny Mieszkańców Gminy Czerwonak, Numer 8/2025 (231), s. 16-17.
  • Informacje przekazane przez Państwa Olgę Krause-Matelską i Wojciecha Matelskiego z Fundacji Nasze Podwórko.
Droga w okolicy Miękowa. Rys. Zofia Poznańska
Przejdź do treści